Z Kalifornii do Warszawy. Jan Trela o leczeniu koni na olimpijskim poziomie

Poznajcie niezwykłą historię Jana Treli – wybitnego lekarza weterynarii i założyciela nowoczesnej kliniki TRELAVETS. W wywiadzie, który przeprowadziła Barbara Krawczyk, opowiada on o swojej wyjątkowej pasji. Jan Trela uczył się zawodu w najlepszych szpitalach dla koni w USA. Po latach zdobywania wiedzy wrócił do kraju, aby pomagać polskim pacjentom. Obecnie leczy konie na światowym poziomie i dba o ich bezpieczeństwo. Przeczytajcie o jego wspólnej drodze z żoną Kasią, pełnych wyzwań operacjach i kulisach pracy na igrzyskach olimpijskich.

 

Jesteś absolwentem SGGW w Warszawie i tuż po studiach zostałeś przyjęty na staż w Stanach Zjednoczonych. Pracowałeś w jednej z najlepszych i najnowocześniejszych klinik dla koni, Alamo Pintado Equine Medical Center w Kalifornii oraz na słynnym uniwersytecie UC Davis. Po wielu latach, zdobywając kolejne doświadczenia, wróciłeś do Polski. Dlaczego?

Razem z moją żoną Kasią, która również jest lekarzem weterynarii, od samego początku planowaliśmy powrót do kraju. Wyjazd do Stanów Zjednoczonych miał być dla nas przede wszystkim etapem edukacji. Zakładaliśmy, że spędzimy tam kilka lat uczestnicząc w rozmaitych programach specjalizacyjnych. Jednak ten pobyt znacznie się przedłużył, ponieważ podejmowaliśmy kolejne staże, projekty badawcze i zdobywaliśmy nowe doświadczenia w amerykańskich klinikach. W pewnym momencie stanęliśmy przed kluczową decyzją: albo zostajemy w USA już na stałe, albo wracamy do Polski, by tu prowadzić własną praktykę. Wybraliśmy powrót i nigdy tej decyzji nie żałowaliśmy. Od początku mieliśmy też bardzo jasny pomysł na naszą markę. Chcieliśmy, aby nasza praktyka była mocno wyspecjalizowana. Ograniczyliśmy się nie tylko do samych koni, ale poszliśmy o krok dalej – zajęliśmy się konkretnymi dziedzinami. Ja poświęciłem się chirurgii i ortopedii, a Kasia okulistyce. Na tej bazie budujemy naszą współpracę z innymi lekarzami w kraju. Naszym celem jest bycie wsparciem, pomocą i dodatkowym, specjalistycznym narzędziem w rękach lekarzy, którzy na co dzień opiekują się końmi w różnych regionach Polski.

Jak rozwijała się Twoja kariera w kolejnych latach?

Przez pierwsze lata po powrocie prowadziliśmy bardzo intensywną działalność wyjazdową. Współpracowaliśmy z wieloma ośrodkami rozsianymi po całej Polsce. Był nawet taki moment, że badaliśmy i operowaliśmy pacjentów w ośmiu różnych klinikach w kraju. Do tego dochodziły częste wyjazdy głównie na Bliski Wschód. Ten czas pozwolił nam doskonale poznać rynek i potrzeby lekarzy oraz właścicieli koni. Z czasem zaczęliśmy jednak czuć, że to już właściwy moment na kolejny krok. Pomysł na własne miejsce dojrzewał w nas przez te pierwsze lata. W końcu wszystko się skrystalizowało i tak powstała nasza własna, stacjonarna klinika Trelavets w Warszawie. Historia tego przedsięwzięcia rozpoczęła się wiele lat temu od przyjaźni, wzajemnego zaufania i wspólnych marzeń. Rodzina Kozaneckich od lat z powodzeniem realizuje ambitne projekty, łącząc przedsiębiorczość z pasją. Senior rodu, Cezary Kozanecki, jest założycielem i liderem firmy działającej w branży nowoczesnych technologii medycznych, syn architektem a córka Ola od najmłodszych lat związana jest z jeździectwem. Nasze drogi przecięły się dzięki wspólnej miłości do koni. Z czasem rozmowy o rozwoju opieki weterynaryjnej dla koni zaczęły przeradzać się w konkretne plany. Łączyło nas przekonanie, że konie zasługują na opiekę opartą na najwyższych standardach medycznych, nowoczesnej diagnostyce i indywidualnym podejściu. Wizja ta znalazła swoje odzwierciedlenie w wyjątkowym projekcie. Rodzina Kozaneckich stworzyła Stajnie Archipp, jeden z najnowocześniejszych i najpiękniejszych architektonicznie ośrodków jeździeckich w Polsce – miejsce zaprojektowane z myślą o komforcie i dobrostanie koni. Tuż obok, wspólnie z Cezarym Kozaneckim, rozpoczęliśmy budowę i rozwój kliniki Trelavets który miał połączyć najwyższej klasy medycynę weterynaryjną z najnowocześniejszym zapleczem diagnostycznym.

Czym zajmujecie się w klinice Trelavets?

Pasja rodziny Kozaneckich do innowacyjnych technologii medycznych oraz nasze wieloletnie doświadczenie w leczeniu koni stworzyły fundament dla przedsięwzięcia, którego celem jest nie tylko leczenie, ale przede wszystkim troska o zdrowie i dobrostan zwierząt. Tak narodził się projekt oparty na wspólnych wartościach, przyjaźni i przekonaniu, że dzięki połączeniu wiedzy, doświadczenia i nowoczesnych rozwiązań można wyznaczać nowe standardy w medycynie koni. W Trelavets od samego początku stawiamy na wyspecjalizowane usługi. Naszą dumą jest duży dział diagnostyki obrazowej. Posiadamy najnowocześniejszy sprzęt, w tym rezonans magnetyczny dla koni oraz scyntygraf. Planujemy także montaż zaawansowanego tomografu komputerowego. Co ważne, naszym absolutnym priorytetem jest bezpieczeństwo pacjentów. Większość skomplikowanych badań wykonujemy bez potrzeby wprowadzania konia w znieczulenie ogólne. Tomografia również da nam taką możliwość, co znacznie zmniejszy ryzyko dla zwierzęcia. Filarami kliniki są działy chirurgii i ortopedii oraz okulistyki. Bardzo prężnie rozwija się u nas także dział internistyczny. Mamy w zespole świetnych specjalistów od kardiologii czy chorób wewnętrznych. Dzięki temu zapewniamy pacjentom pełną i kompleksową opiekę w jednym miejscu.

Wśród wielu innowacyjnych rozwiązań na szczególną uwagę zasługuje wspomniany rezonans na stojąco, jedyny w tej części Europy. Jakie są korzyści z tego typu badania?

Najważniejszą zaletą jest bezpieczeństwo pacjentów. Badanie na stojąco eliminuje potrzebę znieczulenia ogólnego i ryzykownego wybudzania konia. Jest to kluczowe zwłaszcza przy podejrzeniu urazów, gdzie kładzenie i podnoszenie zwierzęcia mogłoby pogorszyć jego stan.

Drugi aspekt to rosnąca rola rezonansu magnetycznego przy badaniach weterynaryjnych przed zakupem koni (tzw. TÜV), co jest ważne przy stale rosnącej wartości koni sportowych. Zdarza się, że jeden koń jest badany przez kilku potencjalnych kupców. Żaden właściciel nie zgodziłby się na kilkukrotną narkozę tylko na potrzeby sprzedaży. Badanie na stojąco pozwala na wnikliwą i bezstresową ocenę zdrowia konia bez żadnego ryzyka.

Jaka jest różnica w leczeniu koni w Stanach Zjednoczonych i w Polsce? W których obszarach dorównujemy już standardom amerykańskim a na jakich kierunkach powinniśmy się skoncentrować w najbliższych latach?

Główną różnicą jest skala rynku i co za tym idzie dostępność usług. W USA liczba koni jest przeogromna a liczba klinik jest wyrażana w tysiącach. W takich miejscach jak np. Kentucky na jednej ulicy stoją trzy wielkie szpitale i każdy obsługuje po kilkadziesiąt koni dziennie, u nas skala jest mniejsza a ośrodki rozsiane są po kraju. Przez to dostęp do zaawansowanego leczenia wciąż jest utrudniony. Jeśli chodzi o poziom merytoryczny, to nasi specjaliści w niczym nie ustępują lekarzom z Zachodu czy USA. W Polsce mamy wybitnych weterynarzy na najwyższym, światowym poziomie. Kluczem do sukcesu na najbliższe lata nie jest więc zmiana jakości w leczeniu, ale zwiększenie liczby lekarzy chętnych do pracy z końmi. Musimy zachęcać młodych ludzi do tej profesji i rozwijać kolejne kompleksowe ośrodki, aby nowoczesna pomoc była bardziej dostępna w każdym zakątku Polski.

Co zmieniło się na przestrzeni lat w chirurgii weterynaryjnej w obszarze jeździectwa w Polsce patrząc z punktu widzenia Twojego doświadczenia zawodowego?

W ostatnich latach nastąpił ogromny rozwój w tym zakresie, który opiera się na trzech filarach. Po pierwsze, edukacja. Czas pandemii i popularyzacja szkoleń online bardzo przyspieszyły rozwój młodych kadr. Dostęp do światowej wiedzy jest obecnie łatwiejszy niż kiedykolwiek. Po drugie, nastąpiła rewolucja w dostępności sprzętu. Coś, co dawniej było nieosiągalne, dziś jest standardem. Większość lekarzy w terenie dysponuje wysokiej klasy sprzętem diagnostycznym. Co ciekawe, na rynku pojawia się coraz więcej polskich producentów sprzętu medycznego, który jakością w niczym nie ustępuje produktom z Zachodu. Po trzecie, nowoczesna diagnostyka, taka jak rezonans czy scyntygrafia czy tomografia, całkowicie zmieniła samą chirurgię. Precyzyjne wykrywanie urazów pozwala nam na ciągłe ulepszanie technik operacyjnych. Dzięki temu polscy lekarze weterynarii leczą dziś konie dokładnie tak samo bezpiecznie i skutecznie, jak najlepsi specjaliści na świecie.

A czy w Twojej praktyce często zdarzają się naprawdę trudne przypadki?

Jako klinika referencyjna w zasadzie na co dzień zajmujemy się tymi bardzo trudnymi przypadkami. Trafiają do nas pacjenci, którzy wymagają nieszablonowego podejścia, ogromnego doświadczenia i zgranego, wielospecjalistycznego zespołu. Często bywa tak, że przyjmujemy pacjentów z przewlekłymi złożonymi problemami a zgrany zespół różnych specjalistów zapewnia kompleksową diagnostykę i leczenie. Gdybym miał to porównać do medycyny ludzkiej, nasza klinika skupia się przede wszystkim na szeroko pojętej medycynie sportowej. Planowe wizyty obsługiwane przez działy takie jak ortopedia, laryngologia, chirurgia oraz okulistyka, kardiologią i gastroenterologią to nasza codzienność.

Często decyzja o przewiezieniu konia do kliniki jest trudna, ale kluczowa, gdy stan zwierzęcia wykracza poza możliwości leczenia stajennego. W jakich przypadkach zalecasz przewiezienie konia do kliniki?

W TrelaVets działamy w oparciu o model, który można nazwać „trójkątem sukcesu”. Tworzą go trzy strony: właściciel konia, lekarz prowadzący konia na co dzień w stajni oraz my, jako klinika referencyjna. Dlatego moja rada dla właścicieli jest prosta: decyzja o transporcie do szpitala powinna być zawsze podejmowana w ścisłym porozumieniu z lekarzem pierwszego kontaktu. Działamy dokładnie tak, jak szpital specjalistyczny w medycynie ludzkiej. Ponad 80% naszych pacjentów trafia do nas ze skierowaniem – to lekarz pierwszego kontaktu dzwoni do nas, przedstawia przypadek i wspólnie z właścicielem decyduje, że możliwości leczenia w terenie właśnie się wyczerpały. Transport jest konieczny w momentach, gdy do uratowania zdrowia lub życia konia niezbędna staje się zaawansowana wiedza, specjalistyczny sprzęt oraz infrastruktura szpitalna, której nie da się przywieźć w aucie do stajni. Co kluczowe, ta współpraca nie kończy się na samej diagnozie czy operacji. Po wypisaniu konia z kliniki, część opieki pooperacyjnej i cała rehabilitacja odbywają się już na miejscu w stajni, pod czujnym okiem tego samego lekarza prowadzącego, z którym jesteśmy w stałym kontakcie. Tylko takie płynne współdziałanie całego trójkąta gwarantuje, że koń bezpiecznie wróci do pełnego zdrowia i formy.

A jak wygląda współpraca z właścicielami koni? Wiadomo, że dla nich – a już szczególnie dla właścicieli koni sportowych – liczy się koń sprawny i pełnowartościowy. Jak reagują oni w przypadku trudnej diagnozy?

Informacja o trudnej diagnozie czy konieczności operacji to dla każdego właściciela ogromny szok. W grę wchodzą tu wielkie emocje, a w przypadku koni sportowych – również ogromne nakłady finansowe. W tak trudnym momencie kluczem do sukcesu jest szczera i spokojna komunikacja. Tutaj znów ogromną rolę odgrywa nasz „trójkąt”. Rozmowa z właścicielem w obecności jego zaufanego lekarza prowadzącego, którego zna od lat, pomaga opanować emocje i pozwala racjonalnie zrozumieć cały plan leczenia. Warto też głośno powiedzieć o jednej rzeczy: wymagania stawiane weterynarii są często znacznie wyższe niż te w medycynie ludzkiej. Gdy człowiek trafia na stół operacyjny, miarą sukcesu jest zazwyczaj to, że po prostu będzie chodził bez bólu. U koni poprzeczka wisi o wiele wyżej. Miarą naszego sukcesu jest nie tylko to, że zwierzę nie cierpi, ale to, że wraca do pełnego treningu i sportu wyczynowego. To tak, jakbyśmy operowali zerwane ścięgno Achillesa u czterdziestolatka i oczekiwali, że po rehabilitacji wróci do bicia rekordów w sporcie zawodowym. Dopiero wtedy nasz pacjent i jego właściciel są w pełni zadowoleni. To ogromna odpowiedzialność, ale też największa satysfakcja z naszej pracy.

Nie sposób nie wspomnieć jeszcze o bardzo ważnym wydarzeniu. Podczas igrzysk w Paryżu troszczyłeś się o zdrowie i bezpieczeństwo naszych koni, podkreślając na każdym kroku, że ich dobrostan jest absolutnym priorytetem. Jak wyglądała praca w trakcie tak wyjątkowego wydarzenia?

Dla każdego lekarza praca na igrzyskach olimpijskich to wyjątkowa nobilitacja. Paryż był moim trzecim startem olimpijskim w karierze. Doświadczenia zbierane podczas zajmowania się kadrą polski od wielu lat pozwalają znacznie łatwiej radzić sobie z ogromną presją i codziennymi wyzwaniami. Igrzyska to najważniejsza impreza sportowa. Czteroletnie przygotowania zawodników i koni wiążą się z gigantycznym wysiłkiem. To niezwykle odpowiedzialna praca. Naszym zadaniem jako zespołu medycznego jest maksymalne zabezpieczenie pacjentów i zminimalizowanie ryzyka jakiejkolwiek kontuzji. Dbanie o zdrowie i doskonałe samopoczucie konia mają też drugi, kluczowy cel – daje spokój psychiczny zawodnikowi. Gdy jeździec wie, że jego partner jest bezpieczny i ma zapewnioną pełną opiekę, może w stu procentach skupić się na walce o wynik. To była intensywna praca 24 godziny na dobę, ale duma z reprezentowania kraju wynagradza każdą minutę tego zmęczenia.

Na koniec zapytam jakie są dla Ciebie najtrudniejsze chwile w zawodzie a jakie sprawiają, że utwierdzasz się w słuszności swojego wyboru zawodowego?

W pracy lekarza weterynarii najtrudniejsze jest to, że nasz pacjent nie powie nam, co i gdzie go boli. Aby postawić trafną diagnozę, nie wystarczy sama wiedza książkowa. Trzeba potrafić bardzo wnikliwie obserwować konia i doskonale znać jego psychikę. Każda zmiana zachowania, nawet najmniejszy gest, może świadczyć o bólu lub rozwijającej się chorobie. Zawsze powtarzam, że aby być dobrym lekarzem hipiatrą, trzeba być przede wszystkim „koniarzem”. Konie muszą być częścią Twojego życia. Miałem to szczęście, że z końmi związany jestem od urodzenia. Wychowałem się w stadninie z ponad 200 letnią historią, a miłość do tych zwierząt to u nas tradycja pokoleniowa. Ta głęboka intuicja i zrozumienie natury konia są kluczowe w naszej codziennej pracy. A co daje mi największą satysfakcję? Właśnie to, kiedy dzięki naszej wiedzy i zgranemu zespołowi udaje się uratować konia z beznadziejnej sytuacji. Widok pacjenta, który po ciężkiej operacji i rehabilitacji wraca do zdrowia, na padok czy do sportu wyczynowego, to najpiękniejszy moment. Wtedy znowu widzimy w jego oku tę dawną iskrę i siłę. To właśnie te chwile dają największe szczęście i utwierdzają mnie w przekonaniu, że droga, którą wybrałem razem z żoną, ma ogromny sens.

× Powiększenie
Przewijanie do góry
Prosimy o wyłączenie wtyczki blokującej reklamy na naszej stronie internetowej. Dzięki reklamom jesteśmy w stanie utrzymywać ten portal i dostarczać wam najlepsze treści.