Między troską o konie a prawem. Gdzie kończy się interwencja, a zaczyna przemoc?

Środowisko jeździeckie od lat żyje pod rosnącą presją społecznej kontroli. Media społecznościowe sprawiły, że jedno zdjęcie, kilkudziesięciosekundowe nagranie czy emocjonalny wpis mogą w ciągu kilku godzin zniszczyć reputację budowaną przez całe życie. Wiele osób działa z autentycznej troski o dobro zwierząt. Są jednak sytuacje, w których walka o konie przestaje być ochroną zwierząt, a zaczyna naruszać prawa człowieka.

 

Z artykułu dowiesz się:

  • Gdzie kończy się legalna obrona zwierząt, a zaczyna bezprawne nękanie i zniesławianie właścicieli stajni?
  • Jak stworzyć standardy, które ochronią dobrostan koni, nie naruszając przy tym praw człowieka i prywatności?

Reklama

To temat trudny. Tym bardziej, że po obu stronach stoją ludzie przekonani o swojej racji. Właśnie dlatego warto mówić nie tylko o emocjach, ale również o granicach wyznaczanych przez prawo. Dobro koni i prawa człowieka nie stoją ze sobą w sprzeczności. Nie ma wątpliwości, że przypadki rzeczywistego znęcania się nad zwierzętami wymagają stanowczej reakcji. Organizacje prozwierzęce odgrywają ważną rolę w ujawnianiu patologii i współpracy z organami państwa. Jednak skuteczna ochrona zwierząt nie może odbywać się kosztem podstawowych praw człowieka. Prawo chroni zarówno zwierzęta, jak i dobre imię, prywatność oraz bezpieczeństwo osób prowadzących działalność związaną z końmi. Przekroczenie tej granicy może prowadzić do odpowiedzialności karnej i cywilnej.

Opinia to nie to samo co oskarżenie

W debacie publicznej często zaciera się granica między oceną a twierdzeniem o faktach. Sformułowanie: „Moim zdaniem ten koń wygląda na zaniedbanego” pozostaje opinią. Natomiast publiczne stwierdzenie: „Ten właściciel znęca się nad końmi” jest już zarzutem popełnienia przestępstwa. Jeżeli nie znajduje potwierdzenia w faktach ani w postępowaniu prowadzonym przez właściwe organy, może stanowić zniesławienie w rozumieniu art. 212 Kodeksu karnego. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku publikowania zdjęć wyrwanych z kontekstu, przypisywania fotografii do niewłaściwego ośrodka czy nawoływania do bojkotu stajni na podstawie niezweryfikowanych informacji. Tego rodzaju działania mogą prowadzić nie tylko do odpowiedzialności karnej, ale również do roszczeń cywilnych o ochronę dóbr osobistych i naprawienie szkody.

 

Reklama

 

Hejt nie jest społeczna kontrolą

Internetowy lincz coraz częściej wykracza poza przestrzeń mediów społecznościowych. Powtarzające się wiadomości, nachodzenie właścicieli stajni, filmowanie ich rodzin, obserwowanie, organizowanie masowych kampanii nękania czy zachęcanie innych do zasypywania kogoś wiadomościami mogą wypełniać znamiona uporczywego nękania (stalkingu) z art. 190a Kodeksu karnego. Prawo chroni również pracowników stajni, instruktorów, wolontariuszy i członków rodzin właścicieli. Oni także mają prawo do prywatności, bezpieczeństwa oraz ochrony swojego dobrego imienia. Nie wolno zapominać, że groźby publikacji materiałów w celu wymuszenia określonego zachowania — na przykład oddania konia lub zamknięcia działalności — mogą zostać zakwalifikowane jako groźba bezprawna lub nawet wymuszenie.

Kamera nie daje nieograniczonych praw. Nagrywanie z drogi publicznej nie oznacza jeszcze pełnej swobody wykorzystania materiału. Publikowanie wizerunku pracowników bez ich zgody może naruszać przepisy prawa autorskiego. Nagrania zawierające dane umożliwiające identyfikację osób podlegają również ochronie wynikającej z przepisów RODO.

Jeszcze poważniejsze konsekwencje mogą wiązać się z wykorzystywaniem dronów niezgodnie z obowiązującymi przepisami lotniczymi lub z publikowaniem materiałów służących wywieraniu presji na właścicielach zwierząt. Polskie przepisy przewidują możliwość współdziałania organizacji z organami administracji i organami ścigania. Nie oznacza to jednak prawa do samodzielnego prowadzenia czynności przypominających kontrolę urzędową ani swobodnego wchodzenia na cudzą nieruchomość. Odebranie zwierzęcia możliwe jest wyłącznie w przypadkach określonych ustawą o ochronie zwierząt oraz przy zachowaniu przewidzianych procedur. Działania podejmowane poza ustawowymi ramami mogą rodzić odpowiedzialność prawną. Dla ośrodków jeździeckich reputacja jest częścią majątku, zaufanie klientów stanowi fundament działalności. Jedna nieprawdziwa informacja może oznaczać odwołane treningi, rozwiązane umowy, wielomiesięczne problemy finansowe. Dlatego obok odpowiedzialności karnej istnieje również możliwość dochodzenia ochrony dóbr osobistych przed sądem cywilnym.

Poszkodowany może domagać się między innymi:

●           usunięcia bezprawnych publikacji,

●           zakazu dalszego rozpowszechniania nieprawdziwych informacji,

●           publicznych przeprosin,

●           zadośćuczynienia za doznaną krzywdę,

●           odszkodowania za poniesione straty finansowe.

W wielu przypadkach sąd może także udzielić zabezpieczenia jeszcze przed zakończeniem procesu, nakazując czasowe usunięcie spornych materiałów z Internetu. Emocje nie mogą zastąpić procedur. Największym problemem współczesnych konfliktów wokół dobrostanu koni jest to, że bardzo często wyprzedzają je emocje. Schemat jest dość prosty (Najpierw pojawia się nagranie. Potem oskarżenia. Następnie internetowy wyrok. Dopiero na końcu przychodzi czas na ustalenie faktów). Taki mechanizm szkodzi wszystkim — właścicielom, organizacjom prozwierzęcych, ale przede wszystkim samym zwierzętom. Atmosfera wojny nie sprzyja współpracy ani budowaniu zaufania.

 

Reklama

 

Potrzeba jasnych standardów

Dlatego środowisko jeździeckie potrzebuje dziś nie kolejnych konfliktów, lecz jasnych standardów postępowania. Czas stworzyć wspólne procedury. Każda stajnia, klub czy ośrodek jeździecki powinien dysponować procedurami postępowania na wypadek interwencji organizacji prozwierzęcych, publikacji materiałów w Internecie czy pojawienia się zarzutów dotyczących dobrostanu zwierząt. Takie procedury powinny obejmować między innymi sposób dokumentowania zdarzeń, zabezpieczania dowodów, kontaktów z organami państwa, komunikacji z mediami oraz ochrony pracowników i klientów. Nie są one wyrazem braku otwartości na kontrolę. Wręcz przeciwnie — stanowią gwarancję, że każda interwencja będzie przebiegała zgodnie z prawem, z poszanowaniem dobra zwierząt oraz praw wszystkich uczestników. W świecie, w którym jeden post potrafi zniszczyć reputację szybciej niż wieloletni proces sądowy jest w stanie ją odbudować, procedury przestają być biurokracją. Stają się elementem bezpieczeństwa. Bo dobro koni i poszanowanie prawa nie są wartościami konkurencyjnymi. Są dwoma filarami odpowiedzialnego jeździectwa.

Reklama

 

× Powiększenie
Przewijanie do góry
Prosimy o wyłączenie wtyczki blokującej reklamy na naszej stronie internetowej. Dzięki reklamom jesteśmy w stanie utrzymywać ten portal i dostarczać wam najlepsze treści.